takie tam
RSS
środa, 18 maja 2016

Nie wiem, czy to przesunięta w fazie wiosenna depresja, czy inna cholera.

Jakiś czas temu w wywiadzie dla WO Mariusz Szczygieł wypowiedział proste zdanie, które mnie olśniło: nasze życie nie ma sensu. Tyle.

Niby człowiek gdzieś podskórnie to czuje, przewiduje. Jednak boi się wypowiedzieć głośno tę myśl wśród współbratymców, którzy stadami gonią w poszukiwaniu sensu.

Nasze życie nie ma sensu. Jakież to uspokajające. Wstajesz rano, zaprogramowujesz się na dany dzień i lecisz z koksem, bez utraty energii na poszukiwanie sensu.

Nie ma także sensu życie np. Beaty Kempy, ale ona prawdopodobnie nigdy się o tym nie dowie.

Sens mojego życia to mniej więcej sens życia mojego kota, który je, wydala, kopuluje, śpi, przegania inne koty ze swojego terytorium. Tyle, że on nie strawił połowy życia na poszukiwaniu go.

Okropnie zmęczyło mnie udawanie sensownego spędzania czasu na tym świecie.

Zmęczyło mnie także udawanie kogoś, kim nie jestem. Jestem złym człowiekiem, nie lubię ludzi, zwłaszcza głupich. Całe życie udaję uprzejmą osobę, po to by oswoić otaczający mnie świat, który i tak ostatecznie mnie unicestwia.

Postanowiłam przestać udawać.

08:17, supernowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 maja 2016

Z cyklu tekstów pt. mamo, dlaczego jesteś taka stara, Pucek puścił niedawno komentarz w moim kierunku: Mamo, wiesz, jesteś całkiem młoda, jak na swój wiek.

Rzeczywiście w klasie Pucka, chyba jestem jedną ze starszych mam, za to na wywiadówkach w liceum jest odwrotnie. Nie wiem, dlaczego Pucek nie dręczy w tym temacie ojca. Na pewno znalazłoby się paru starszych od jego taty oraz bardziej łysych.

Mamo, kiedy łysy myje twarz, to jak daleko się zapuszcza? Kolejne pytanie, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć.

Nie wiem, czy nie powinnam zmienić tytułu bloga na: suchary Pucka.



13:50, supernowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 kwietnia 2016

Z żalem oraz poczuciem porażki stwierdzam, że lata pracy w zoologu, jakim niewątpliwie jest najbliższa rodzina, nie przyniosły efektu w postaci nienagannych manier np. współmałżonka. 

Wczoraj, znad gazety dał się słyszeć, niby nienachalny, ale jednak, odgłos wciąganego nosem kataru.

Chyba sobie kpisz! Zaniosłam się byłam słusznym oburzeniem. 

Pucek na to: mamo, chyba lepiej, żeby tata wciągał nosem gluty, niż twarde narkotyki.

13:53, supernowa
Link Dodaj komentarz »

 

Wczoraj telewizor parował od gorących newsów. Uroczystości upamiętniające rocznicę chrztu. Jakieś dwie babcie trzymające się za ręce. Komentarz Pucka: środowiska LGBT też świętują rocznicę chrztu Polski.

13:52, supernowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 maja 2015

Dzisiaj nasz Kochany Tytusik, córeczka pierworodna, zaczyna pisać maturę.

Nie wiem, czy powinnam to pisać, żeby nie zapeszyć, ale jestem pewna jej wiedzy, jak rzadko czego. Jest dzieckiem bardzo zdolnym, jak reszta towarzystwa zresztą.

Ale jednak to matura w nowej wersji. Kolejny eksperyment debili od edukacji. Moje najstarsze dziecko jest pechowym rocznikiem, na którym testowane są wszelakie nowe pomysły chorych umysłów edukacyjnych speców. I dalej nic. Żadnego nobla z fizyki, chemii, ekonomii chociażby, bo to przeca jak literatura.

Chłopaki skopały mi kawałek ogródka. Rabatka w kształcie koła, wygląda jak lądowisko dla helikopterów. Zasiałam raptem kilka sztuk kwiatków, ponieważ okazało się, że w torebce z nasionami jest jeszcze mniejsza, mikroskopijna torebka, w której to dopiero znajduje się nasion sztuk kilka i że należało takich torebek kupić ze dwadzieścia, a nie pińć. Nic to. najważniejsze, że do tych paru ziarnek nie dobrały się ptaszyska.

Regularnie, o zmierzchu, przychodzi jelonek. Chyba, nawzajem z Kotem Andrzejem, widzą się przez drzwi balkonowe. Zaczynam podejrzewać, że to nie koty, ani husky sąsiada nie grzebie w naszych śmieciach, tylko właśnie Rogaś.

Sąsiad zresztą miał swego czasu dwa husky. Wyglądały bardzo groźnie, dopóki nie okazało się, że to jakieś łagodne dwa baranki są i tylko wyglądem trochę straszą. Jeden zdechł jakiś czas temu, drugi, zdaje się, też ledwie dycha.


07:35, supernowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 kwietnia 2015

Tylko monitor jest w stanie wytrzymać tę moją żałosną paplaninę.

Nie wiem, dlaczego jest tak zimno. 

Sierściuch nasz, Andrewek, prycha na babcię. Nie daje się jej pogłaskać. Poza tym zajmuje krzesło barowe w kuchni, na którym przysiada babcia, kiedy po powrocie do domu miotam się w celu przygotowania posiłku. I nie daje się stamtąd przegonić. Ja tu byłem pierwszy: przekaz z pyszczydła Andrewka jest jasny. Andrewek, zresztą jest w kuchni natychmiast, kiedy tylko usłyszy szczęk oręża, nawet najdelikatniejszy.

Fajnie, że jest trochę wolnego. Wybrałam miejsce na rabatkę. Stwierdziłam, że najlepsze będzie tam, gdzie rozsącza się woda z oczyszczalni. Nawet w zimie rośnie tam trawa. Reszta działki/ogródka i tak będzie musiała być zaorana, albo co. 

Chciałam też skończyć szyć zasłony do pokoju dziennego. Zaczęłam jakiś czas temu. Miałam je po prostu skrócić. Mierzyłam jak głupia, pół dnia potem fastrygowałam, podszywałam, kichałam. I tak wyszły za długie. Muszę teraz to wszystko spruć i zacząć zabawę na nowo.

Mam też zamiar odnowić stary fotel. Przeanalizowałam już parę filmików na yutube i jestem dobrej myśli.

Okoliczni kosiarze umysłów zaczęli działalność. Dobrze, że przynajmniej obok ogród sobie zarasta.

 


07:56, supernowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 kwietnia 2015

Za oknem mamy fajny widok na zarośnięty ogród sąsiada. Teraz zaczęło tam wszystko kwitnąć. Stoję kiedyś przy oknie i wgapiam się bezmyślnie w ten przepyszny widok. Pucuś, co kwitnie na różowo? Pucek, po dłuższej chwili: na różowo kwitną łososie.

Mama na własnych nogach wyszła wczoraj na zewnątrz. Chwilę posiedziała na świeżym powietrzu. Potrafi też już wstawać z co sztywniejszych siedzisk (np. toaleta) bez pomocy. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, ile przeszkód czyha w zwykłym domu na lekko nawet niepełnosprawną osobę. Mamy dosyć gładkie podłogi bez dywanów. Mama musi nosić antypoślizgowe pantofle. Z drugiej strony łatwiej jest jej cokolwiek przesunąć. Prysznic i toaleta, to dramat. Wszędzie powinny być zamontowane uchwyty i jakieś antypoślizgowe historie. Wanna w ogóle nie wchodzi w grę. Mama na dodatek ma długie włosy, które garściami teraz jej wypadają. Ja natomiast mam odruch wymiotny przy każdym napotkanym włosie, abstrahując. Myślałam, że umrę, kiedy rozczesywałam po szpitalu splątane w kołtun z tyłu głowy włosy.

Od czasu do czasu mama miewa wstawki, świadczące o tym, że jednak wciąż miesza się jawa ze snem. Niestety, zaczęła też męczyć temat powrotu do domu. Nie bardzo to widzę na dzień dzisiejszy.

Generalnie wciąż trwam w lekkim stuporze. Niezgoda na obecny stan rzeczy jest we mnie wielka. Dlaczego mam opiekować się kimś, kto nie był dla mnie matką??? Praktycznie wychowywała mnie babcia. Wciąż jednak mam przed oczami obraz z pierwszych godzin po udarze i to mnie rozwala.

Ojciec zdalnie próbuje jakoś mnie wspierać. Właśnie mi oświadczył, że w lipcu wybiera się na wycięcie woreczka żółciowego, bo lekarz mu powiedział, że lepiej teraz, kiedy jest w miarę zdrowy, niż później. Mam tylko nadzieję, że nie będzie komplikacji. 

W sobotę uprawialiśmy różne procedery, jak stwierdził Pucek, tzn. grabiliśmy i paliliśmy suche jakieś badyle, które zostały jeszcze po zeszłorocznym koszeniu. Pucek w napięciu obserwował, czy zaraz nie przyjedzie straż miejska. Mój nieodpowiedzialny małżon miał ochotę na palenie także olbrzymich kartonów po meblach, ale skończyło się na wycieczce do Lamusowni. Badyle spłonęły w ciągu paru minut. Pucek mógł odetchnąć.

Nabyłam drogą kupna jakieś nasiona i będę zakładać rabatkę. Oprócz niczym nie uzasadnionej duszy biegacza, mam w sobie duszę hodowcy kwiatków. Ogrodnika to by było za dużo powiedziane. 

13:19, supernowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 kwietnia 2015

Zmieniłam szablon. Problem w tym, że żaden mi się nie podoba. Oprócz tego poprzedniego. 

Ten, w zasadzie też może być. Może?

Jutro spróbujemy wytaszczyć mamę do ogródka. W zasadzie na kawałek ziemi, porośniętej nie wiadomo czym, z którym wreszcie należałoby coś zrobić. Zgodnie z prawem Murphy'ego powinno zatem jutro lać.

Ciekawe, że Andrewek nie ma ciągot do wychodzenia na zewnątrz. Obserwuje, co prawda, z parapetów wszystko co się rusza, ale nie ucieka. Nie poczuł zewu natury, czy co?

Mama łyka psychotropy i zaczyna czuć się lepiej. Nie zasypia już w locie oraz ma całkiem dobry nastrój. Jak na nią, nastrój jest to wyśmienity, uważam. Wypożyczyłam jej balkonik i pomyka z nim sobie pod domu.

Klinicznym objawem powrotu babci do zdrowia są także zaczynające się drobne potyczki słowne z zięciem.

Najstarsze dziecko zakończyło dzisiaj kolejny etap edukacji. Pucek okropnie jej zadraszcza końca roku szkolnego. Ja też.

13:50, supernowa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Psychologicznie cała ta sytuacja z mamą jest dla mnie coraz trudniejsza

Nagle po kilkunastu latach, musisz zamieszkać z osobą, która na dobrą sprawę, mimo więzów krwi, jest dla ciebie kimś obcym, ze swoimi nawykami, przyzwyczajeniami, stylem życia, upodobaniami, itd. Musisz na dodatek wpleść w ten układ swojego męża i dzieci, a jak wcześniej wspominałam, między teściową a zięciem stosunki są chłodne. Opuszczasz dom rodzinny jako dziecko, w sensie relacji, a teraz nagle stajesz się dla swojego rodzica opiekunem. Nieoczekiwana zamiana miejsc. Na dodatek, nigdy za mamą nie przepadałam w sensie towarzyskim, vice versa zresztą. Mama zawsze uważała, że mam charakter ojca i tyle w tym temacie.

Sytuacja niezauważalnie się komplikuje. Najprościej jest opiekować się kimś w wymiarze fizycznym. Nakarmić, umyć, dać lekarstwa. Gorzej ze sferą psychiczną, gdy na dodatek powstaje w niej jakaś dysfunkcja, jak w przypadku mamy. Nie dość, że nigdy nie czułam szczególnego związku z mamą, to teraz jeszcze muszę udawać coś, bo mam taki wewnętrzny imperatyw. Na dodatek muszę brać pod uwagę fakt, że udar pozostawił ślad w postaci halucynacji i mimo, że są one obecnie zduszone lekami, powracają w postaci reminiscencji.

Muszę też w tym wszystkim zachowywać jakiś umiar, by reszta rodziny nie czuła się zepchnięta na boczny tor. Moja psychika zaczyna być zdezelowana. 

W zeszłym tygodniu poszliśmy do Dominikanów i po mszy ks. Jan Kaczkowski kwestował na hospicjum w Pucku. Można też było kupić dwie jego książki: "Szału nie ma, jest rak" i "Życie na pełnej petardzie". Mam czasami wrażenie, że takie zbiegi okoliczności nie są przypadkowe. Ilość optymizmu zawarta w tych książkach, to jak kroplówka z odżywczymi substancjami. Na chwilę dała mi power. No i podziwiam wiedzę ks. Kaczkowskiego w dziedzinie bioetyki.

Wczoraj znowu przybył jelonek. Taki Rogaś. 

12:12, supernowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 kwietnia 2015

Od czasu do czasu przypominam sobie, że najstarsze dziecko zdaje za chwilę maturę.

Na pytanie o ewentualny kierunek studiów, odpowiada: idę tam, gdzie Grzesiu. Grzegorz to syn mojej przyjaciółki, typowy zdolny leń, który nie wie co chce studiować, a także zdaje maturę.

Zaniechaliśmy ostatnio szukania odpowiedzi na pytania typu: czy Kot Andrzej cokolwiek kuma? Albo, czy reaguje na imię? Pucka przez chwilę dręczyła sprawa kotów różnych narodowości. Mamo, czy Andrewek porozumiałby się np. z jakimś kotem węgierskim? Czy ktoś zna odpowiedź na to pytanie?

Kot jest po prostu przytulanką. Rozumiem coraz bardziej proweniencję przysłowia zagłaskać kota na śmierć. U nas byłoby nietrudno.

Pucek ma w szkole zajęcia z żeglarstwa. Nie, to nie żart. Prowadzi je emerytowany harcmistrz. W lecie mają żeglować po jakimś stawie bagiennym, jeśli, zakładam, uda im się przegonić stamtąd krokodyle i tych, co moczą kije. A propos zwierząt. Wczoraj o zmierzchu na naszej działce pojawił się młody jelonek z białą pupą. Myślałam, że padnę trupem. Co też jeszcze wylezie z tego zagajnika, graniczącego bezpośrednio z terenami kolejowymi? Kiedy z gwizdem przejechał pociąg, jelonek oddalił się. Poszedł na pociąg, skwitował Pucek.

Poza tym reszta jakoś się uklepuje. Mama trwa. Jadę wieczorem do psychiatry i może ustalimy jakiś ciąg dalszy. Lekarka wcisnęła mnie w jakąś kolejkę i dzięki jej za to. Każdy taki gest cenię sobie teraz po stokroć.

08:18, supernowa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5